RSS
niedziela, 11 stycznia 2009
puls

 

(...)

 

23:28, flygymutra
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 stycznia 2009
sylwester

Umowa była taka że jedziemy jak tylko ją wyfugujemy, na cieńkich krzyżykach lekko wciśniętych roztarliśmy szybko i sprawnie mase w kolorze mocnego samoopalacza.
Podobało jej się.
Kurewsko.
Telefon. Zaraz dojedziemy tylko zrobimy rekonesans. Trochę pogoniliśmy się po supermarkecie, zgrane teksty i badziewiaste wyposażenie.
Smutna sprzedawczyni na alkoholach.
Nie może być.
Kierownik zrozumiał że ona jedzie z nami a on kończy za nią i płaci jej za całą pieprzoną sobotnią dniówkę. Nie musiał dziękować - sam chciał. Oznaka charakteru - szacunek dla starej namiętności.
Reszty nie trzeba.
Na tylnych siedzeniach mamy szafke, ładuje się na nią na leżąco - na światłach jedni się dziwią inni podnoszą podkoszulki śpiewając - “gdzie słyszysz śpiew tam idź” - mamy komplet.
Na chwilę przed rozpoczęciem, przed zgaszeniem światła, włączeniem muzyki, lekka zaduma w oczekiwaniu na zielone światło - dobijają jeszcze dwie sąsiadki - zostają obie bo boją się spać osobno - zresztą i tak by nie zasnęły.
Staczam się, odpadają z mojego ja wszelkie kanty i nierówności, idealnie wyoblam się i oble śnie i oble myśle, oblekam mojej myśli w owal i owalem staje się …owładnięty owalem staczam się w doline skojarzeń,  schodzę do piwnicy zdarzeń gdzie nad malinowym sokiem życia wiszą komary smutku,
rosą oble wam  i przynoszę wiadro pełne czarnych nieporozumień by po przesypaniu przed całopaleniem nie kurzyły się, by nie szarogęsiły się również….
by strach nie obleciał , oble ciał kontury widząc dotykał tylko powierzchownie i zarysował je tylko a nie obnażał, by nie płakał obła piając swój znoszony strój do wtóru o kary nie zastanawiał sie nad swoim nietaktem losem i niewczasem…
Kwiaty drgają w rymie, jeśli przyjedziesz do San Francisco bay blues. W gąszczu korytarzy gubisz się Tezeuszu, Minetaur, daj spokój Ariadno nie wychodź z konwencji.
Wychodzę ze sprzedawczynią. Dobroć jej oczu jak kubeł zimnej wody na to co najważniejsze, co prawdziwe jedyne najpierwsze.
Rozmawiamy do rana.

00:14, flygymutra
Link Komentarze (1) »
wtorek, 30 grudnia 2008
wzruszenie ramion

 

Po pierwsze byłem sfrustrowany.Po drugie też byłem sfrustrowany i po trzecie też kurde byłem sfrustrowany. Grałem na zwłokę ciągając sobą po kątach, dopijając małymi łyczkami gorycz coraz większego ciśnienia między mną a resztą wszystkich patafianów tego świata.Czekałem zgadując czyja pierwsza roześmiana morda boleśnie przydepnie mi moją sflaczałą duszyczkę.
Zadzwonił;
- halo, czy tu w morde walą?
Nic nie odpowiedziałem. Punkt dla niego. Wolę w morde niż to całe kurtuazyjne lizanie się po nadgarstkach;
- po grzyba ci tyle papieru? - skomentował moją makulature
- znam kilku gości którzy potrafią czytać
- juz się bałem że jesteś wrażliwy
- do głowy by mi nie przyszło…
Uśmiechnął się.
Śmierdział papierosami.Normalnie nawet bym nie poczuł tej dawki alkoholu ale w tym połączeniu dopadło mnie dużo szybciej.
Weszły i wyszły jakieś kicie - te które nie chodzą a płyną i też te które nie jedzą a pachną. Nie pamiętam kiedy wyszły.
- a wiesz że już swoje odsiedział?
- kto? - zapytałem
- “on”
- to “ona” się ucieszy
- wczoraj cieszyłem się razem z nią…
Lampa lekko się kołysała rzucając na nas podejrzliwe spojrzenia kiedy jak zwykle w tym stanie czas się zatrzymał a w zadymionym jak pierwszorzędna spelunką pomieszczeniu obok ciszy zawisło wspomnienie o niej. Mignęły mi przed zalanymi oczyma jej bujne loki i gibkie zwinne ciało. Chyba to zauważył;
- i ?  - wydął wargi - jak jest, boli?
- ulga, nalej - nalał, ulga.

21:00, flygymutra
Link Komentarze (3) »